Igrzyska! Polska! Worki pokutne i Michael Jordan

Dlaczego Polacy byli najbardziej bezbarwnie ubraną grupą sportowców w gronie wszystkich reprezentacji podczas ceremonii otwarcia igrzysk w Turynie i Cortinie d’Ampezzo? Bo przeszli do międzynarodowej korporacji

Z cyklu: znajdź 2 różnice😎

Nie wiem, czy polscy olimpijczycy wyróżnią się czymś na arenach zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo – życzę im sukcesów i medali z całego serca! – ale wiem, że byli najbardziej bezbarwną grupą sportowców w gronie wszystkich reprezentacji podczas ceremonii otwarcia igrzysk. Przepraszam, może mnie coś ominęło, ale ten popielaty to gdzie występuje w polskiej tradycji…?

Co gorsza, wyglądaliśmy tak samo jak inni, na przykład reprezentacja Albanii. Co oczywiście nie jest żadną ujmą samą w sobie; wiecie zapewne już, że akurat Albanii będę bronił jak Zawiszy, bywam tam raz na jakiś czas, polubiłem sporo tamtejszych ludzi, miejsc i potraw i zapewne nacieszę się nimi jeszcze nieraz (nie, nie handluję narkotykami 🙃). Ale gdyby tylko zdrapać napisy na kurtkach, Polaków można by bez trudu pomylić z narodem Skanderbega, i odwrotnie. Kropka w kropkę ta sama bezpieczna ogrzewająca dupcię kurteczka z tego samego marketu.

Wszystko dlatego, że Polski Komitet Olimpijski wybrał na dostawcę naszych strojów niemieckiego Adidasa. Wybrano wielką korporację, dla której kontrakt z Polakami jest jednym z wielu; nikt w Herzogenaurach nie będzie specjalnie pochylał się nad tym, czy polscy sportowcy powinni czymś się wyróżnić na tle innych, a może nawet czymś rozbawić, nie daj boże wzbudzić malutką kontrowersję.

Adidas to niemiecka konserwatywna rodzinna firma – jeżeli wiecie co mam na myśli – gdzie każde wyjście poza schemat to rewolucja, a nawet bluźnierstwo, a każda drobna zmiana wymaga szesnastu podpisów i długich miesięcy debatowania „za i przeciw”.

Mieli na zbyciu kilkaset tych samych kurtek, naszyli tylko inne literki, i heja, biznes się kręci. Albańczycy od Polaków na San Siro wyróżniali się na korzyść tym, że mieli czarne gacie, lepiej kontrastujące z szarymi od stóp do głów polskimi piżamami.

Świetnie ten problem w pewnym uproszczeniu pokazuje arcyciekawy film „Air” (polecam nie tylko fanom sportu!) opowiadający prawdziwą historię, jak w 1985 roku firma Nike – wówczas czwarta-piąta na światowym rynku – „podkradła” bardziej znanym konkurentom wschodzącą gwiazdę koszykówki Michaela Jordana.

Nastoletni Jordan był fanem Adidasa, wówczas globalnego potentata, i był bliski związania się z nim na lata. Ale agent Nike (w tej roli Matt Damon) przekonał matkę MJ-a Deloris (Viola Davis) – bo to ona o wszystkim decydowała – że dla Adidasa jej syn będzie ledwie jednym z wielu, a dla Nike będzie kimś wyjątkowym, będzie miał własny model buta, Air Jordan, nawet kosztem regularnie płaconych kar za złamanie obowiązującej wówczas w NBA kolorystyki obuwia.

I choć Adidas dawał więcej rodzinie Jordanów, ta zdecydowała się na Nike (ale wytargowała, co swoje – procent od sprzedaży, wówczas coś rewolucyjnego w tego typu umowach). Dziś model Air to najpopularniejszy but sportowy świata, który przyniósł firmie z Oregonu miliardy i wydźwignął ją na sam szczyt w branży, a Michael Jordan spłacił się po wielokroć, uznawany jest powszechnie za najlepszego koszykarza wszech czasów.

Wiem, że polscy sportowcy – zwłaszcza w dyscyplinach zimowych – nie są gwiazdami globalnymi, nie wspominając o jakimkolwiek podejściu do kosmicznego statusu MJ-a. Ale czy naprawdę tylko za kasę – bo zakładam, że o to poszło – można machnąć na własną tożsamość, osobność, wyjątkowość? Nie sugeruję też od razu, że poprzedni dostawca strojów dla naszych olimpijczyków, rodzima marka 4F, była super, cool i w ogóle świetna; pamiętam, że miałem często mieszane uczucia wobec jej pomysłów.

Ale przynajmniej były to pomysły „jakieś”, wyraziste, nawet jeżeli średnio trafione, to można było się choćby o nie pokłócić. A tu nie ma nawet o co, ot założyliśmy bure worki pokutne do zapomnienia w sekundę. „To Polacy też szli w tej ceremonii? Ahaa”.

Oczywiście, zawsze możecie ten wpis skwitować, że kurtki nie grają i medali nie zdobędą, że ta cała garderobiana gufnoburza to błahostka i szukanie dziury w całym. Moja odpowiedź: jest takie stare porzekadło: jak Cię widzą, tak Cię piszą. Styl, estetyka też są ważne, coś mówią o człowieku, tutaj mówią coś o nas – ale w sumie niewiele, co najwyżej, że jesteśmy nijacy, że lubimy chować się w tłumie, że mamy kompleksy. Czyli szare polskie myszki chcą podbić świat, powodzenia…

Tak więc start na światowym targu, gdzie koniom zagląda się w zęby, był słabiutki. Może okażemy się mistrzami drugiego wrażenia…

Jedna odpowiedź na “Igrzyska! Polska! Worki pokutne i Michael Jordan”

  1. Awatar darcologic

    Polacy – klasyka reklamowego słupa ( o czym pisałem https://darcologogia.wordpress.com/2026/01/16/darmowy-slup-reklamowy-z-kompleksem-wyzszosci/ ). Bardzo fajnie wyglądali Czesi. Można? Można!

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz

Cześć,

jestem Tomek,

Tomek Mucha,

Kulturalna Mucha!

Witaj na moim blogu, w którym dzielę się swoimi pasjami – filmem, literaturą, historią (zwłaszcza Holocaustu). Dowiesz się tu wielu ciekawych rzeczy, przeczytasz niebanalne teksty i gwarantuję, że czas spędzony ze mną nie będzie czasem straconym. Zapraszam serdecznie!